W programie „Express Biedrzyckiej” („Super Express”) doszło do ostrej wymiany zdań między prowadzącą a ministrem spraw wewnętrznych i administracji Marcinem Kierwińskim. Kamila Biedrzycka zarzuciła rządzącym, że nie doprowadzili do ponownego przeliczenia wszystkich głosów w wyborach prezydenckich, czego domagali się niektórzy wyborcy koalicji 15 października.
Żałuje pan, że nie policzono wszystkich głosów? I że podjęto decyzję, żeby tego nie robić, że odpuszczono to politycznie?
— zapytała Biedrzycka.
Nie, nikt nie odpuścił, pani redaktor, bo to jest nieprawdziwa teza. Mamy określone normy prawne i ze wszelkich kwestii, które były dostępne prawnie, wszystkie zostały zastosowane. Było liczenie głosów w tych najbardziej podejrzanych komisjach na wniosek prokuratury, bo były wątpliwości co do przestępstw w tych komisjach
— odpowiedział spokojnie Kierwiński, ale taka odpowiedź nie zadowoliła prowadzącej.
Emocjonalna wymiana zdań
Ale nie wszędzie policzono. Nie może pan powiedzieć, panie ministrze, że już za waszych rządów w wyborach prezydenckich policzono wszystkie głosy oddane przez obywateli. No nie policzono. I jak teraz w przyszłym roku chcecie przekonywać... Proszę tylko dać mi skończyć pytanie
— krzyczała prowadząca.
Nie, ale postawiła pani tezę
— wtrącił Kierwiński.
Nie, bo ja panu pozwalałam skończyć. Tezę, którą może pan obalić za chwilę. Jak pan chce przekonać wyborców Koalicji 15 października, KO w przyszłym roku tym słynnym hasłem „liczy się każdy głos”?
— kontynuowała Biedrzycka.
No bo liczy się każdy głos
— stwierdził szef MSWiA.
Nie, bo nie wszystkie nawet zostały policzone
— obstawała przy swoim prowadząca.
Nie, pani redaktor, proszę być precyzyjnym. Głosy zostały policzone, co do wielu komisji były poważne wątpliwości. W ramach tych wątpliwości głosy w tych komisjach zostały policzone raz jeszcze
— bronił się Kierwiński.
„Nerwowo jest”
Całą sytuację w programie z rozbawieniem skomentował na platformie X dziennikarz Telewizji wPolsce24 Wojciech Biedroń.
Nerwowo jest :)
— krótko ocenił przebieg rozmowy.