Po śmierci męża zamknęłam się w domu. Wyjazd na Santorini odmienił moje życie
Kiedy Tomasz odszedł, świat Felicji stanął w miejscu. Zegar w salonie wciąż tykał, słońce wschodziło i zachodziło, ale dla niej czas przestał istnieć. Zamknęła się w domu, odcinając od wszystkiego, co przypominało jej o samotności. Ich wspólne życie było pełne ciepła i planów – nagle zostało tylko echo w pustych korytarzach.
Spojrzała na bilet z niedowierzaniem
Przez pierwsze miesiące unikała ludzi. Nie odbierała telefonów, nie otwierała drzwi. Nawet zakupy robiła o świcie, by nie spotkać sąsiadów patrzących z litością. Przyjaciółka Anna nie dawała za wygraną. Przynosiła karteczki, pukała – w końcu Felicja wpuściła ją do środka. Siedziały w kuchni przy zimnej herbacie.
– Felicja, nie możesz tak dalej żyć – zaczęła Anna. – Tomasz by tego nie chciał.
– A co mam robić? Udawać, że nic się nie stało? – odpowiedziała Felicja z gulą w gardle.
Anna położyła na stole bilet lotniczy. Felicja spojrzała z niedowierzaniem.
– Santorini? Zwariowałaś? Nie pojadę tam sama.
– Pojedziesz – powiedziała stanowczo Anna. – Załatwiliśmy mały pensjonat z dala od tłumów. Będziesz mogła patrzeć w morze, ale pod greckim słońcem.
Broniła się przez tydzień, ale w końcu spakowała walizkę. Czuła się, jakby zdradzała Tomasza, opuszczając ich dom.
Poczuła przestrzeń
Lot minął jak we mgle. Na miejscu uderzyło ją gorące, suche powietrze przesycone solą. Taksówka wiozła ją krętymi drogami wśród białych domów z niebieskimi kopułami. Wszystko było żywe, wyraziste – ona wciąż czuła się szara.
Zatrzymała się u starszej Greczynki Eleni, której oczy błyszczały młodzieńczą energią.
– Kalimera! – powitała ją Eleni. – Witaj w moim domu.
Eleni zaprowadziła ją do pokoju z tarasem widokowym na Morze Egejskie. Gdy Felicja wyszła na zewnątrz, wiatr delikatnie targał jej włosy. Po raz pierwszy od miesięcy poczuła coś innego niż ból – poczuła przestrzeń.
Łzy popłynęły po policzkach
Kolejne dni wypełniały spacery wzdłuż klifu. Wstawała wcześnie, by oglądać budzącą się wyspę. Zaczęła dostrzegać piękno – zapach pieczonego chleba, szum fal, intensywny błękit morza. Pewnego ranka usiadła przy małym kościółku i przypomniała sobie słowa Tomasza z programu podróżniczego: „Chciałbym, żebyś kiedyś to zobaczyła”. Zawsze planowali tu przyjechać – nigdy nie zdążyli. Łzy popłynęły, ale tym razem łagodniejsze – zrozumiała, że patrzy na świat za nich dwoje.
Wieczorami na tarasie dołączała do niej Eleni. Nie zmuszała do rozmowy, czasem przynosiła oliwki lub ciasto. Jej obecność dawała poczucie bezpieczeństwa.
– Morze zabiera wszystkie smutki – powiedziała Eleni. – Trzeba tylko pozwolić mu je zabrać.
Poczuła ukłucie winy
Przedostatniego dnia w wiosce odbywało się lokalne święto. Główny plac wypełniły stoły i lampiony. Felicja chciała zostać w pokoju, ale Eleni zapukała.
– Dziś nie jesz sama. Chodź z nami – powiedziała stanowczo.
Felicja usiadła z miejscowymi. Uśmiechali się, podawali jedzenie, gestykulowali. W pewnym momencie mały rudy kot wskoczył na stół, próbując ukraść rybę, i wpadł w miskę sałatki, po czym z oburzeniem uciekł w krzaki. Felicja uśmiechnęła się pierwszy raz od dawna.