Byłam martwa. Polka dokonała cudu w Paryżu. Dziś hit z ogromną stawką
Korespondencja z Paryża
Zaczynała turniej od pierwszej rundy żmudnych kwalifikacji jako 114. rakieta świata. Dziś, po sześciu wygranych spotkaniach z rzędu i wyrzuceniu z turnieju m.in. Qinwen Zheng i Marii Sakkari, Maja Chwalińska zadebiutuje w drugim tygodniu zmagań wielkoszlemowych. Jej żywy, oparty na magii techniki, skrótach i lobach tenis doprowadza potężnie uderzające gwiazdy do całkowitej frustracji i bezradności. Zwycięstwo w trzeciej rundzie z mistrzynią olimpijską z Paryża i byłą trzecią rakietą świata udowodniło, że Polka potrafi zneutralizować czystą siłę fizyczną niewiarygodnym sprytem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
"Byłam martwa"
Ostatni mecz z Sakkari był prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem. Greczynka wygrała pierwszego seta 6:1, ale później Chwalińska odwróciła role na korcie. Złapała właściwy rytm, a potężnymi rotacjami i skrótami rozciągała grę, obnażając techniczne braki utytułowanej rywalki.
— Byłam martwa — wyznała bez ogródek 24-letnia Polka po wygranym 1:6, 6:3, 6:2 pojedynku. — Dałam z siebie wszystko. Nie wyglądało to dobrze po pierwszym secie, ale nie chciałam odpaść bez walki. Wierzyłam, że będę w stanie odwrócić losy meczu. Chciałabym podziękować wszystkim za wsparcie. Widziałam mnóstwo polskich flag, jestem za to bardzo wdzięczna.
Pytana o obecność w turnieju obok swojej przyjaciółki z dzieciństwa, Igi Świątek, Chwalińska szybko rozbawiła paryską publiczność: — Mam nadzieję, że trochę hoteli się zwolni. Mam wystarczająco dużo pieniędzy teraz, sporo tu zarobiłam, ale środki nie są przelewane tak ekspresowo. Módlcie się za mnie! — rzuciła z uśmiechem. Ten luz imponuje, jednak teraz przed Polką stoi o wiele poważniejszy problem.
Francuskie piekło
W poniedziałkowym meczu czwartej rundy Chwalińska zmierzy się z Francuzką Diane Parry. Wyzwanie jest kosmicznie trudne. Powód? Ekstremalne zmęczenie organizmu.
Podczas gdy Francuzka swoją paryską przygodę rozpoczęła od turnieju głównego, Chwalińska musiała przedzierać się przez trzystopniowe kwalifikacje. Przekłada się to na liczby: w potężnych, paryskich upałach Polka spędziła dotychczas na korcie aż 10 godzin i 7 minut. Jej najbliższa rywalka grała łącznie przez 6 godzin i 43 minuty. Ten zapas energetyczny może okazać się kluczowy w ewentualnych długich wymianach. Maja w przygotowaniach nie zostawiła jednak niczego przypadkowi — o jej motorykę od pewnego czasu dba Maciej Ryszczuk, szkoleniowiec od przygotowania fizycznego, na co dzień współpracujący z Igą Świątek.
Co więcej, Parry to tenisistka bardziej doświadczona w zmaganiach na najwyższym poziomie (była już 48. na świecie), a mecz odbędzie się na gigantycznym korcie centralnym Philippe'a Chatriera. Dla Chwalińskiej będzie to debiut na takiej arenie, a z trybun dopingować rywalkę będzie żywiołowa, wręcz fanatyczna w takich momentach francuska publiczność.
Aby jednak w pełni docenić to, w jakim miejscu znajduje się obecnie mierząca 164 cm wzrostu Polka, trzeba spojrzeć na jej przeszłość. Zaledwie pięć lat temu zmagała się nie tylko z kontuzjami, ale też zachorowała na depresję.
— Na początku dotyczyło to tylko kortu, ale potem zaczęłam czuć się źle również poza nim — opowiadała otwarcie zawodniczka o tamtym koszmarnym okresie. — Na początku naprawdę trudno było mi po prostu wyjść z domu. Wcześniej, kiedy nie udawał mi się forhend, zaczynałam sobie mówić: "Jestem do niczego". A kiedy się to powtarza, staje się to przytłaczające, cytuje jej wypowiedzi "L'Equipe".
Dziś Chwalińska wspina się na szczyt. Dzięki dotychczasowym wygranym w Paryżu, już teraz zanotowała potężny skok z 114. na 74. pozycję w rankingu WTA na żywo. Jeśli w poniedziałek uciszy francuską publiczność i pokona zmęczenie, nie tylko zagra w swoim pierwszym wielkoszlemowym ćwierćfinale, ale może wskoczyć nawet do pierwszej pięćdziesiątki światowego zestawienia.