Koreańskie seriale podbijają świat emocjonalną szczerością, której brakuje Zachodowi
Koreańskie seriale zdobyły w ostatnich latach ogromną popularność. K-dramy ujmują nas czymś, czego często brakuje w zachodnim kinie: pełnym pozwoleniem na przeżywanie emocji razem z bohaterami.
Dokładnie pamiętam, kiedy obejrzałam mój pierwszy koreański serial. Było to jeszcze na studiach. W przerwie między zajęciami rozmawiałam ze znajomą o japońskich serialach. Poleciła mi obejrzeć koreańską wersję produkcji, która mi się spodobała, bo jest jeszcze śmieszniejsza. Dałam się przekonać.
Moje pierwsze wrażenia? Po obejrzeniu pięciu minut odcinka zastanawiałam się, dlaczego bohaterowie brzmią, jakby zawsze krzyczeli. Ale szybko przyzwyczaiłam się do brzmienia języka koreańskiego, z którym wówczas nie byłam tak osłuchana i… dałam się porwać historii. Właśnie tak zaczęła się moja przygoda z koreańską popkulturą.
Od tamtej pory minęło już sporo czasu, a koreańskie seriale zdążyły zdobyć serca widzów na całym świecie. Już nie trzeba radzić sobie z wyszukiwaniem platform, na których są dostępne odcinki z angielskimi napisami. Wystarczy odpalić pierwszy lepszy serwis streamingowy, aby mieć dostęp do pokaźnej biblioteki. To już nie egzotyka i ciekawostka oglądana głównie przez wąskie grono fanów azjatyckiej popkultury.
Koreańskie produkcje regularnie pojawiają się w topce oglądanych na Netflixie, stają się globalnymi fenomenami i wywołują dyskusje daleko wykraczające poza świat serialowych pasjonatów. Od brutalnego i politycznego „Squid Game” przez troszkę naiwne i romantyczne komedie w typie „Crash Landing on You” aż po melancholijne i poruszające trudne tematy serie, jak chociażby „Twenty-Five Twenty-One” – koreańskie seriale zdobyły publiczność praktycznie każdego gatunku na całym świecie.
Ich sukces trudno jednak wyjaśnić wyłącznie egzotyką, sprawnym marketingiem czy chwilową modą na kulturę azjatycką. Popularność K-dram mówi coś znacznie ważniejszego o współczesnych widzach i o zmęczeniu zachodnią popkulturą. Koreańskie seriale triumfują, ponieważ proponują coś, czego coraz bardziej brakuje w wielu amerykańskich i europejskich produkcjach: emocjonalną szczerość.
W świecie zdominowanym przez ironię, cynizm i emocjonalny dystans widzowie zaczęli tęsknić za historiami, które nie boją się wzruszenia, romantyzmu, tęsknoty czy nadziei. Koreańskie seriale traktują uczucia poważnie – i właśnie dlatego trafiają w czuły punkt współczesnej publiczności.
Jedną z największych różnic między koreańskimi serialami a wieloma zachodnimi produkcjami jest sposób przedstawiania emocji. K-dramy nie chowają uczuć za ironią. Nie próbują udowadniać widzowi, że są zbyt inteligentne lub zbyt nowoczesne, by pozwolić sobie na szczerość. Wręcz przeciwnie – emocje są w nich centrum opowieści.
To szczególnie widoczne w serialach romantycznych. W wielu amerykańskich produkcjach miłość bywa dziś przedstawiana przede wszystkim jako gra psychologiczna, pole manipulacji, źródło problemów bohaterów lub jest skupiona na fizycznym aspekcie. Relacje są pełne chłodu, emocjonalnych uników i dialogów opartych na sarkazmie. Koreańskie seriale proponują zupełnie inny model opowiadania o bliskości.
We wspomnianym już przeze mnie „Crash Landing on You” uczucie między południowokoreańską bizneswoman a północnokoreańskim oficerem przedstawione jest z ogromną emocjonalną powagą, chociaż sam zamysł fabularny i konwencja wcale nie są aż tak na serio. Bohaterowie tęsknią za sobą, poświęcają się dla siebie, cierpią i ryzykują – i serial ani przez chwilę nie próbuje zdystansować się wobec tych emocji. Kamera celebruje spojrzenia, ciszę, drobne gesty i momenty bliskości. Wszystko podporządkowane jest budowaniu emocjonalnego zaangażowania widza.
Sposób prowadzenia zarówno dialogów, jak i wizualnej narracji z początku może wydawać się mocno przesadny, wręcz melodramatyczny. Sama na początku dziwnie czułam się, oglądając, jak drobny gest, powiedzmy chwycenie się za rękę, zajmuje całą minutę odcinka i jako widz otrzymuję dokładne zbliżenie w kadrze, ale z czasem zauważyłam, jak bardzo wpływa to na moje emocje i zaangażowanie w seans. Z czego to wynika? Zachodnia popkultura zwyczajnie przyzwyczaiła nas do emocjonalnej asekuracji. W wielu współczesnych serialach szczerość uczuć niemal automatycznie musi zostać przełamana żartem lub ironicznym komentarzem, jakby twórcy bali się własnego wzruszenia.
Koreańskie seriale nie mają tego lęku. Przyjrzyjmy się chociażby „Twenty-Five Twenty-One”. Tutaj emocje to absolutny fundament historii. To serial o dorastaniu, utracie marzeń, nostalgii za młodością, która przemija szybciej, niż bohaterowie są gotowi zaakceptować. Dzięki sprytnym zabiegom reżyserskim nie jest się w stanie obejrzeć tego z bezpiecznym dystansem. Mamy to wszystko przeżyć razem z bohaterami.
Jednym z najbardziej poruszających przykładów tego, jak koreańskie seriale potrafią wciągnąć widza w przeżywanie emocji, jest „It’s Okay to Not Be Okay”. Trauma psychiczna, samotność i emocjonalne zranienia nie są płaskim tłem dla fabuły, ale jej głównym punktem. Serial traktuje psychiczne cierpienie z powagą, a relacje międzyludzkie stają się przestrzenią uzdrawiania. To właśnie odróżnia wiele koreańskich produkcji od zachodnich odpowiedników. Emocje nie są tam dodatkiem do historii. Są jej najważniejszym elementem. I chociaż taki patos z początku może wydawać się trudny do przyswojenia, to w dłuższej perspektywie dochodzi się do wniosku, że właśnie on jest tym, co nas tak przyciąga.
Żeby jeszcze lepiej zrozumieć sukces koreańskich seriali, przyjrzyjmy się temu, co przez ostatnie lata zmieniło się w zachodniej popkulturze. Mniej więcej od lat 90. XX wieku zaczęła się kształtować nowa moda, w której amerykańskie seriale coraz częściej opierały się na ironii, dekonstrukcji i emocjonalnym dystansie. Widz miał być świadomy konwencji, inteligentny i odporny na naiwne wzruszenia. Bohaterowie zaczęli mówić głównie błyskotliwymi ripostami, a szczerość emocjonalna często była przedstawiana jako coś kompromitującego.
Później pojawiła się także fala antybohaterów: cynicznych, moralnie niejednoznacznych i emocjonalnie niedostępnych. Wiele najwybitniejszych zachodnich seriali ostatnich dwóch dekad opierało się właśnie na chłodzie emocjonalnym. Oczywiście mamy również mnóstwo znakomitych produkcji, które sama również polubiłam i z zapałem śledziłam losy bohaterów, tutaj chodzi o przedstawienie kontrastu pomiędzy tym, jak budują historię na zachodzie, a jak w Korei.
W międzyczasie zmieniło się również to, jak komentujemy rzeczywistość. Memy, żarty i sarkastyczny dystans to zbroja, którą sami na siebie zakładamy. W takich okolicznościach wyśmianie patosu, romantyzmu czy sentymentalności jest bardzo łatwe. Sama często spotykam się z tym, że, kiedy rozmawiam o serialach czy filmach, słyszę „to moje guilty pleasure”. Oglądanie czy to bardzo emocjonalnych produkcji, czy troszeczkę naiwnych komedii romantycznych w wielu osobach powoduje potrzebę wytłumaczenia się i obawę przed negatywną oceną środowiska.
Dlatego myślę, że koreańskie seriale zdobyły popularność w idealnym momencie. Oferują coś, czego wielu widzom brakowało: historie, które pozwalają coś poczuć. Bez znaczenia, czy jest to głęboka refleksja na temat współczesności, czy przysłowiowe „przyjemne ciepełko w środku” spowodowane romantyczną relacją.
Kiedy zaczynałam oglądać koreańskie seriale, większość z nich skupiała się na romantycznych relacjach odmienianych przez wszystkie możliwe gatunki: komedia, dramat, kostiumowy czy obyczajowy. Dzisiejsze koreańskie kino, ze względu na rosnącą popularność, ma o wiele szerszy zakres gatunkowy jeśli chodzi o popularne serie. Możemy obejrzeć koreańskie thrillery, sci-fi, seriale katastroficzne, a także horrory. Jednak interesując się koreańskim kinem, nie ucieknie się od absolutnej klasyki: filmów skupionych na miłości i komedii.
Warto się im przyjrzeć. Sprawdzić to, jak opowiadają o uczuciach i porównać je do zachodnich pozycji. Współczesne seriale często pokazują romantyczne relacje jako toksyczne, nieudane, skazane na rozpad i trudne. Bohaterowie często komunikują się głównie poprzez emocjonalne gry.
Koreańskie seriale to totalne przeciwieństwo. Pokazują, że miłość wciąż może być idealistyczna. Bohaterowie mogą być oddani, lojalni i gotowi do poświęceń. Relacje często budowane są powoli, z ogromną dbałością o napięcie emocjonalne. Tutaj trzeba przyznać: osoby nie lubiące slowburnów mogą odczuwać odrobinę frustracji tempem rozwoju wydarzeń. Ale za to detale i drobne gesty, jak spojrzenie, dotknięcie dłoni, wspólny spacer zaczynają mieć ogromne znaczenie.
To zupełnie inny rytm opowiadania niż w wielu zachodnich produkcjach, gdzie relacje często rozwijają się szybko i funkcjonują bardziej jako element fabularny niż emocjonalne doświadczenie. K-dramy natomiast przywiązują ogromną wagę do budowania emocjonalnej więzi między bohaterami i widzem. Dlatego publiczność tak silnie angażuje się w ich historie.
Spójrzmy na serial „Reply 1988”, gdzie romantyzm to tylko część większej opowieści o rodzinie, przyjaźni i nostalgii za światem, który znika. Serial praktycznie nie posiada spektakularnych zwrotów akcji. Jego siła tkwi w atmosferze codzienności i emocjonalnym cieple. To właśnie ten rodzaj czułości odróżnia koreańskie produkcje od zachodnich seriali, które stawiają przede wszystkim na tempo, szok lub fabularną intensywność.
Wyjątkowość koreańskich seriali nie polega wyłącznie na samych historiach. Równie ważny jest sposób ich opowiadania. K-dramy budują emocje niezwykle świadomie. Ogromną rolę odgrywają muzyka, kolorystyka, sposób kadrowania i rytm scen. W wielu koreańskich tytułach emocjonalne momenty są celebrowane: kamera zostaje z bohaterami dłużej, pozwala wybrzmieć ciszy albo spojrzeniu.
Zachodnie seriale często boją się takich momentów, obawiając się oskarżeń o przesadę lub melodramatyczność. Koreańskie produkcje traktują emocjonalność jako integralną część estetyki. I niekoniecznie musi być to klasyczny romans.
„Squid Game” stał się światowym fenomenem jako brutalna opowieść o nierównościach społecznych i kapitalizmie. Jednak serial nie działałby tak mocno, gdyby widzowie nie byli emocjonalnie związani z bohaterami. Najbardziej zapadające w pamięć sceny nie dotyczą samej przemocy, ale relacji między uczestnikami gry, ich zdrad, umiejętności poświęcenia i poczuciu desperacji.
Podobnie w „The Glory” zemsta nie jest jedynie mechanicznym planem bohaterki. To historia wieloletniego bólu, upokorzenia i traumy, która emocjonalnie angażuje widza. Sama pamiętam dobrze, jak wiele emocji towarzyszyło mi przy oglądaniu tej serii. Nie dałam rady obejrzeć jej na raz. Musiałam ją dawkować, bo kulminacyjne momenty były jak rollercoaster.
Koreańskie seriale rozumieją coś bardzo ważnego: nawet najbardziej widowiskowa fabuła nie działa bez emocjonalnego rdzenia. Działa to też w drugą stronę: nawet najprostszy, najbardziej szablonowy scenariusz będzie miał swoich fanów, jeśli dodać do niego odpowiednie emocjonalne napięcie.
W amerykańskich produkcjach ogromną rolę odgrywa dziś sam koncept serialu. Liczy się oryginalny pomysł, skomplikowany świat przedstawiony, brutalność, polityczna alegoria albo moralna dwuznaczność bohaterów. Oczywiście koreańskie seriale również potrafią być formalnie ambitne i gatunkowo nowoczesne, ale zazwyczaj nawet najbardziej spektakularna historia pozostaje tam oparta na relacjach między ludźmi.
To bardzo ważna różnica. W wielu zachodnich serialach widz ma przede wszystkim podziwiać konstrukcję świata lub intelektualną grę twórców. Koreańskie produkcje częściej pytają o coś innego: Jak bohaterowie radzą sobie z samotnością? Czy potrafią kochać? Jak reagują na stratę? Czy relacje mogą uratować człowieka? Dlatego nawet seriale gatunkowe mają bardzo emocjonalny charakter.