Prawda o drodze Mai Chwalińskiej. Prezes PZT zdradza kwoty wsparcia
Kamil Wolnicki: Jeszcze niedawno słyszałem głosy ze środowiska tenisowego, że z Mai Chwalińskiej to nic wielkiego nie będzie. Tymczasem w piątek zagra o finał Roland Garros.
Dariusz Łukaszewski (prezes PZT): To prawda, że były takie głosy, ale jest też druga strona. Od kiedy Polski Związek Tenisowy stanął na nogach i pozyskał partnera strategicznego blisko osiem lat temu, wspierał i wspiera Maję do dziś. Nie słuchaliśmy głosów, o których pan mówi, tylko pomagaliśmy. Zresztą nie tylko Mai. Dziś w LOTTO PZT Team jest ponad 30 tenisistów. Jesteśmy wdzięczni sponsorowi strategicznemu oraz Ministerstwu Sportu i Turystyki, że dają nam możliwość takiego wsparcia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Maja Chwalińska zdobywała medale z Igą Świątek
Na czym polega to wsparcie? Na co Maja mogła liczyć przez te wszystkie lata ze strony związku?
Umowy mają klauzulę poufności, więc nie będę rzucał liczbami. Mogę tylko powiedzieć, że taka umowa dla najlepszych wiąże się z sześciocyfrowymi kwotami. Wiadomo, że to nie zabezpiecza kariery w stu procentach, ale pomaga. Zawodnik nie startuje od zera. Maja zawsze mogła liczyć nie tylko na nas, ale — od samego początku — także na klub BKT Advantage Bielsko-Biała. Cieszę się, że wykorzystała swoją szansę.
Pamiętam Maję jako młodziutką dziewczynkę, kiedy razem z Igą zdobywały medale na mistrzostwach Europy do 12 i 14 lat. Potem przyszło podium mistrzostw Europy w singlu do 16 lat. Iga szybciej dojrzała i weszła na wyższy poziom, Mai zajęło to więcej czasu. Wielkie brawa i szacunek dla Mai i jej otoczenia, że nie odpuścili, nie zrezygnowali, tylko cały czas walczyli.
Łukasz Szeląg / PAP
Prezes PZT Dariusz Łukaszewski
To, co robi Maja w Paryżu... Ona sama jest w szoku, zakładam, że pan też.
Najbardziej się cieszę, gdy wspominam ją jako 10-latkę, o której wszyscy mówili, że ma wielki talent. Już wtedy umiała świetnie grać kombinacyjnie. Pamiętam, gdy zobaczyłem ją pierwszy raz, to byłem w szoku, jak potrafi sobie radzić przy siatce. Walczyła z dwa razy większymi dziewczynami i doprowadzała je do płaczu. Raz skrót, raz lob. Ona już jako dziecko czuła geometrię kortu i umiała różne kombinacje. Wielkie podziękowania należą się jej pierwszemu i każdemu kolejnemu trenerowi. Maja walczyła i dzisiaj jest wspaniałą kobietą. We Francji osiąga absolutnie niezwykłe wyniki, a przy tym cały czas jest naturalna.
Taki będzie efekt sukcesu Mai Chwalińskiej
To historia, która może być inspiracją dla wielu młodych dziewczyn. Sukcesy Igi przyszły dość szybko, Maja na swój musiała poczekać.
Dokładnie tak. W Polsce często mówi się, że była Agnieszka Radwańska, a po niej przyszła Iga, bo miała talent. A to nie jest takie proste. Tenis, ten najmłodszych, wciąż nie jest sportem docenianym tak jak wiele innych dyscyplin, choć jako związek mamy w tym sektorze mecenasa, jakim jest VIG. My w PZT się nie obrażamy, tylko robimy wszystko, żeby pokazać, że warto pomagać.
Dzisiaj mówimy o Mai i słusznie, ale mamy też bardzo zdolną młodzież, którą wspieramy dzięki PGE Polskiej Grupie Energetycznej. Oliwia Sybicka, Barbara Kostecka i ich młodsze koleżanki widzą sukces Mai. To będzie dla nich dodatkowa motywacja, żeby nie schodzić z tenisowej drogi, tylko starać się jeszcze mocniej. A my będziemy je na tej drodze wspierać.
Prezes PZT wprost o szansach Mai Chwalińskiej w półfinale
A ta paryska historia jeszcze się nie skończyła.
Widziałem, że dużo o Mai opowiadał jej menadżer Piotr Szczypka. Mówił, że Maja jest dosyć zamknięta w sobie, ale to jej pomaga, bo skupia się na treningu i zawodowym graniu. I ma pan rację, jej historia nie kończy się. Kiedy skończył się pierwszy set drugiego ćwierćfinału i widziałem, że Aryna Sabalenka wygrała go pewnie z Dianą Sznajder, pomyślałem, że w piątek będzie bardzo trudno z Białorusinką. Aryna jest silna fizycznie, a Maja przecież będzie bardzo zmęczona. Tymczasem Sznajder wróciła do gry i wygrała mecz.
Jak Maja poradzi sobie z Rosjanką? Na pewno nie jest bez szans. Patrzę też na drugi półfinał, tam gra Rosjanka Mirra Andriejewa z Ukrainką Martą Kostiuk. Obie są w szczytowej formie. Co ciekawe, jest tam też polski wątek, bo przecież Martę trenuje Sandra Zaniewska. Fantastycznie rozwinęła się jako trenerka. Oczywiście najważniejsza dla nas jest Maja. Mam nadzieję, że odpocznie i zdąży się zregenerować.
Maja Chwalińska czeka na półfinał Roland Garros. Nie ma co ukrywać, że trzy tygodnie temu nikt by na to nie postawił.
Nie mieściło się to w głowie, nie ma co ukrywać. Z drugiej strony sam zawsze mówiłem, że Maja wejdzie do setki rankingu i także dlatego — jako PZT — w nią inwestowaliśmy. Będziemy dalej, choć oczywiście życzę Mai, żeby teraz miała także wielu sponsorów.
Ona nie tylko wchodzi do setki, ale od razu do "30".
Zaraz będzie Polką numer dwa w rankingu. Piękna historia. Jednocześnie wiem, że nie uderzy jej do głowy woda sodowa. Może będzie zmęczona, może przyjdą trochę słabsze występy, bo nie jest robotem. Z drugiej strony jestem przekonany, że paryski sukces to nie jednorazowy wyskok. Ta dziewczyna swoją pracą, determinacją, zadziornością i wiarą w siebie na pewno jeszcze nie raz nas miło zaskoczy.