Tak Andriejewa ograła Chwalińską. Zaczęło się dwie godziny przed meczem
Moc Rosjanki sprawiła, że potrafiła zniwelować trudy warunków atmosferycznych, zapędzając zmęczoną Maję do głębokiej defensywy. Polka, grająca tu już swój dziesiąty mecz, zaczęła popełniać niespotykaną wcześniej liczbę błędów. Czuć było, że w końcu dotarł do niej ciężar stawki. Przyszła ściana, której nie dało się już przeskoczyć.
Ściana, którą Conchita Martinez dodatkowo wzmocniła dwie godziny przed finałową walką na korcie Philippe'a Chatriera. Trenerka Rosjanki podczas ostatniego treningu wyraźnie uczulała swoją podopieczną na zagrania, którymi Maja w poprzednich rundach zaskakiwała rywalki. Andriejewa musiała odgrywać wysokie piłki z linii końcowej i startować do skrótów, a także trenowała slajsa. W meczu z Chwalińską nie była zaskoczona i to ona dyktowała warunki gry.
Łzy wzruszenia i zgrzyt na trybunach
Dla Mai ten turniej jest gigantycznym, życiowym triumfem i zmianą wszystkiego. Emocje, które towarzyszyły jej ceremonii dekoracji, były tego najlepszym dowodem.
Polscy kibice na dobre przejęli w ten weekend paryską świątynię tenisa. Gromkie "Maja! Maja!" dudniło na całym korcie im. Philippe'a Chatriera, a gdy zmagająca się ze łzami 24-latka dziękowała swojej rodzinie i sztabowi, fani odpowiedzieli ogłuszającym i szczerym "dziękujemy!". To był obrazek, przy którym trudno było zapanować nad emocjami nawet na trybunie prasowej.
Maciej Trąbski
Jedna z wielu polskich flag podczas meczu Mai Chwalińskiej
Niestety dało się jednak zauważyć również rosyjskie flagi. Rosjanie celebrowali wielki sukces swojej 19-letniej perełki. Ale te radosne miny Rosjan już wkrótce mogą drastycznie zrzednąć.
Prawdziwa gra toczy się za kulisami
Nie jest tajemnicą, że Francuzi niezwykle chętnie widzieliby genialną Andriejewą w swoich narodowych barwach. Młoda Rosjanka od lat mieszka i trenuje właśnie we Francji (wcześniej w akademii w Cannes, a nad Sekwaną traktowana jest niemal jak "swoja").
— Nie otrzymałam jeszcze żadnych oficjalnych ofert ani niczego takiego, więc na razie kontynuuję to w ten sposób — przyznała tajemniczo Andriejewa na jednej z konferencji prasowych.
W sobotę Andriejewa część przemowy po finale wygłosiła właśnie po francusku. Kto wie, czy triumf w Paryżu nie będzie ostatecznym argumentem, po którym Andriejewa po cichu porzuci rosyjskie barwy i przejdzie pod trójkolorową flagę. Dla Moskwy, prężącej dziś muskuły z powodu zwycięstwa swojej reprezentantki, byłby to absolutny wizerunkowy cios.