Tragedia na Evereście: dwaj Hindusi zmarli po zdobyciu szczytu. Tłumy i choroba wysokościowa zabijają
Dwaj wspinacze, klienci agencji Pioneer Adventures, zmarli 21 maja po zdobyciu Mount Everestu. Jak podaje „Everest Chronicle”, obaj pochodzili z Indii i ulegli chorobie wysokościowej podczas zejścia. Arun Kumar Tiwari zmarł przy uskoku Hillary'ego, kilkadziesiąt metrów od szczytu. Sandeep Are, asekurowany przez Szerpów, dotarł prawie do obozu drugiego, ale był skrajnie wyczerpany i cierpiał na śnieżną ślepotę.
To część największej w historii fali zdobywców Everestu od strony południowej. 20 maja szczyt osiągnęły 274 osoby, bijąc rekord z 2019 roku (223 wejścia). Kolejne 113 weszło od strony Chin, ale ta trasa jest obecnie zamknięta. W tym sezonie odnotowano już pięć zgonów na Evereście. Najtragiczniejszy był 2023 rok, gdy zginęło 18 osób.
Pół miliona złotych za stanięcie na dachu świata
Nepalscy przewodnicy biją na alarm. – W porównaniu do zeszłego roku na górze są tłumy. Władze muszą w końcu nad tym zapanować – mówi Kami Rita Sherpa, który zdobył Everest 32 razy. Koszty wyprawy nie odstraszają śmiałków. Nepal podniósł opłatę za pozwolenie z 11 do 15 tys. dolarów, a agencje pobierają od 40 do ponad 100 tys. dolarów. Łącznie to równowartość pół miliona złotych. W obozie czekają barista, wykwintne posiłki, masaże i szybki internet, a w drodze na szczyt towarzyszy dwóch-trzech Szerpów niosących bagaże i butle z tlenem.
– Na szczyt Mount Everestu nie docierają ani wybitnie utalentowani, ani wybitnie silni, ani bogaci. Docierają ci, którzy nawet napotykając trudności, nie przestają iść. Determinacja jest najważniejszą walutą – uważa polski podróżnik Mateusz Waligóra, który zdobył Everest dwa lata temu, by zebrać materiał o wpływie komercji na Himalaje. – Everest jest często postrzegany jako góra bogaczy. Ale to nieprawda – dodaje.
Skąd biorą się korki na Evereście?
Tłum na Evereście porównano do zatłoczonej alejki w dyskoncie. Zdjęcia ludzi stojących w korku przed szczytem co roku obiegają świat. – Korki tworzą się w miejscach wymagających szczególnej uwagi, jak lodospad Khumbu, gdzie są drabiny nad szczelinami. Przejście drabiny w rakach to wyzwanie nawet dla doświadczonych – mówi Waligóra. Swoje robi też natura: im kapryśniejsza pogoda, tym krótsze okno pogodowe. W tym roku Nepal wydał 494 pozwolenia, a tylko 21 maja szczyt zdobyło 274 osoby.
– Wyprawa trwa dwa miesiące, a okno pogodowe to kilka dni. Wszyscy wybierają te same dni na atak, co powoduje korki na ścianie Lhotse czy grani. Trzeba to zakładać z góry – dodaje Waligóra.
Pięć godzin różnicy – czas to największe zagrożenie
Eksperci podkreślają, że Everest jest błędnie postrzegany jako łatwa góra. Największym wyzwaniem jest czas spędzony w strefie śmierci (powyżej 8000 m n.p.m.), wydłużony przez korki. Większość ofiar to efekt choroby wysokościowej, jak w przypadku dwóch Hindusów. – W obozie czwartym śpi się na wysokości, na której inne ośmiotysięczniki mają tylko szczyty. W strefie śmierci pokonuje się około 200 m na godzinę, nawet z tlenem. To daje cztery godziny drogi w górę i godzinę zejścia – czyli pięć godzin różnicy. To ogromna różnica – wyjaśnia Waligóra.